Зиґмунт Ян РУМЕЛЬ - КОСМІЧНА ЛІТАНІЯ

Вправний Скарпелю

Променю Вічний

Жезле Премудрий

 

Цілісна Ланко

Столе наш Круглий

Око Ядерне

 

Первню Єдиний

Сяйва Орбіто

Піно Космічна

 

Просторе Повний

Списе Пломінний

Куле Магічна

 

Міро Добірна

З Перснів Намисто

Лику Преясний

 

Ліку Некратний

Коло Буттєве

Формо Округла

 

Сило Найбільша

Часу Спірале

Сонме Множинний

 

Літеро Книги

Стилосе Тексту

Ти Нескінченність

 

Сповнися нами

 

1941

 

Zygmunt Jan RUMEL

LITANIA KOSMICZNA

 

Dłuto Misterne

Promieniu Ciągły

Różdżko Przemądra

 

Ogniwo Pełne

Stole Okrągły

Dno Oka Jądra

 

Substancjo Jedna

Orbito Ogni

Piano Kosmiczna

 

Przestrzeni Pełna

Włócznio Płomieni

Kulo Magiczna

 

Miaro Subtelna

Kolio Pierścieni

Czoło Jasności

 

Liczbo Niedzielna

Kręgu Istnienia

Kształcie Krągłości

 

Sumo Potęgi

Spiralo Trwania

Zbiorze Wielości

 

Litero Księgi

Pióro Pisania

Nieskończoności

 

Wypełń się nami

 

1941

Липень 11, 2026, 4:00

Зиґмунт Ян РУМЕЛЬ - ПІСНЯ ІІІ (уривок)

ПІСНЯ III
 
Самоткані полотна тчуть дівчата –
Пріськи, Настки, Ярини – як їх звати? –
на цупку селянську вдяганку
і на вишивку-вишиванку.
 
Прядуть, вишивають на п’яльцях,
і прядеться Волинь в їхніх пальцях,
у лляних лишається ряднах
і в узорах, простих і ладних.
 
Прядуть Пріськи, прядуть Ярини,
і Волинь до полотен лине,
вся в узорах простих, народних, –
ось вона, Волинь на полотнах…
 
Вигортаються скиби землі, як чорні полотна,
хоч весна тут буває голодна.
Гриць весною ту землю плужить,
за хліб Божий Богові служить.
 
Чи в стодолах жита-гречки замало,
що село торік засівало?
Гриць і в голод оре із кіньми,
зерно в землю родючу вкиньмо…
 
Вигортаються скиби землі, як чорні полотна,
хоч весна тут буває голодна.
 
Хоч і голод – засіється скиба,
щоб Волинь не була без хліба…
 
Сплять у росах яри й придолинки,
над ними пісня котиться дзвінко,
котиться дзвінко, до хат долинає,
білі двері на шлях прочиняє.
 
1937
 
Zygmunt Jan RUMEL
PIEŚŃ III (fragment)
 
Samodziały, samodziały tkają dziewczęta
Pryśki, Nastki, Jaryny – nie pamiętam –
na surową, na chłopską odzież
i na hafty, których nie wypowiem.
 
Przędą, przędą na kołowrotkach,
Wołyń w palcach ich barwnie się mota
w proste znaki i proste nici
na płóciennych, lnianych okryciach.
 
Przędą Pryśki, przędą Jaryny,
już oprzędły płótna Wołyniem
w znakach prostych i jak najprościej
na tych płótnach Wołyń się mości…
 
Czarno się skiba kładzie, bo rodny jest czarnoziem,
choć Hryć wiosną orze o głodzie.
O głodzie Hryć wiosną orze
choć chleb i dla niego boży.
 
Czyście żyto ukryli w stodołach,
Że o głodzie Hryć na konie woła,
czy zabrakło kaszy hreczanej
z rodnej ziemi latoś oranej?
 
Czarno się skiba kładzie, bo rodny jest czarnoziem,
choć Hryć wiosną orze o głodzie.
 
Lecz nie wstrzyma głód chłopa dłoni
póki chlebem nie wzejdzie Wołyń…
 
Po rozłogach i jarach rośnych
echem toczy się pieśń donośna,
echem toczy się, do chat dociera,
białe drzwi na gościńce otwiera.
 
1937
Липень 11, 2026, 3:56

Зиґмунт Ян РУМЕЛЬ - НАБІГ

 
Вдерлись поночі оружні у двір,
І ворота полягли від сокир…
 
Вже мальованих немає воріт,
розкришилися ворота, як лід.
 
Онде недруг і на призьбу проник,
знай рубає все навкруг!.. Чути крик…
 
Знай посипались тріски і скіпки
Під ударами лихої руки…
 
Заіскрило, загуло – ще лиш мент –
Двері впали і одвірки ущент!
 
Тінь у сінях – знову тінь – вороги
Все спустошують і тнуть до ноги!
 
Три кімнати і криваві сліди…
Ґвалт! Рятуйте від біди – від біди!..
 
У вікно! Тікати в сад!.. Далі бір…
Вдерлись поночі оружні у двір…
 
вересень 1939
 
Zygmunt Jan RUMEL
ZAJAZD
 
Zajechali nocą zbrojni przed dwór -
Toporami wyrąbali wrót zwór...
 
Malowanych - malowanych wrót -
Co zaporą skrzypiały u kłód...
 
Rozrąbali wtargnęli - i w głąb...
Wrzask zahuczał... Odźwierza rąb!
 
Posypały się w drzazgach skry -
Pod toporów ciosem - jak kry...
 
Posypały się skry od drzazg -
Runął w cień - runął w sień dźwierców trzask!
 
Sienią w sień - cieniem w cień - druga sień -
Rąbać sień! Rąbać cień! Rąbać w pień!
 
Cień już padł - sieni dwie - komnat trzy!
Krwawy ślad... Jakiś krzyk!... Iskier skry!
 
Oknem w sad! Ratuj! Mord!... Dalej bór...
Zajechali nocą zbrojni przed dwór...
 
wrzesień 1939
Липень 11, 2026, 3:08

Зиґмунт Ян РУМЕЛЬ - НА СМЕРТЬ ПОЕТА

А коли його з вами не буде,
Поховайте й насипте курган
У степу, де вітрів перегуди
Будять сонний сріблястий бур’ян.
 
Хай китайкою ляже на очі
Червонястого місяця схід.
Хай лелека вгорі затуркоче,
Переймаючи вітру політ.
 
Хай затужать орли-верховоди,
Смуток лютня оберне у спів.
Він про вашу і нашу свободу
Все співав і співав, доки жив.
 
Хай же сутінки – всупереч смерті –
В синій колір забарвлюють вись,
Щоб у Всесвіт, над ним розпростертий,
Він довіку щоночі дививсь!
 
Zygmunt Jan RUMEL
NA ŚMIERĆ POETY
 
A kiedy go z wami nie będzie -
Usypcie mu kurhan stepowy -
Aby słyszał, jak burzan pieśń gędzie
I wiatr stepem przewala się płowy...
 
By mu miesiąc wstający z limanów
Oczy prószył kitajką czerwoną...
I kląskanie by słyszał bocianów,
Gdy piórami lotnymi wiatr chłoną...
 
Niech tam orły dziobami pieśń skraszą,
A teorban piosenką zakwili...
Bo o wolę on waszą i naszą
Śpiewał - zanim odpoczął w mogile...
 
Niech tam zmierzchy siniejąc rozgarną
Błękit nieba najczystszy i skromny -
Aby nocą wieczyście już czarną
Patrzył w wszechświat ponad nim ogromny!
Липень 11, 2026, 3:07

Зиґмунт Ян РУМЕЛЬ - ДВІ МАТЕРІ

Голубили мене дві Матері-Вітчизни,
І перша з них бурштин мені вплітала в чуба,
А друга – лірниця – під плескіт урочистий
порогів річкових заводила про згубу.
 
Одна вела танок золотосяйний – другa
За смертю сліпо йшла у захмелілім танці.
Одна була блакить і босонога туга,
А друга – півня крик і брязкіт кіс повстанців.
 
Дві Матері мене навчили мови, наче
Сплелися пасма два – лиш кров росою бризне.
І серце, надвоє розколюючись, плаче, —
Дві половини, як дві Матері-Вітчизни…
 
липень 1941
 
Zygmunt Jan RUMEL
DWIE MATKI
 
Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę –
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos
Druga rafy porohów piorąc koralowe
Zawodziła na lirach dolę ślepą - los...
 
Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał - pijany jak trzos –
Jedna boso garnęła smutek za błękitem –
Druga kurem jej piała buntowniczych kos.
 
Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –
By serce rozdwojone płakało jak głos...
 
lipiec 1941
Липень 11, 2026, 3:00